Włochy Apulia
Dzień siódmy – 29 czerwic 2024, sobota
Umówiona pobudka o godzinie siódmej jak zwykle okazała się nietrafiona. Wyjazd i tak odbył się po dziewiątej.
Do Monopoli co prawda jest trochę ponad czterdzieści kilometrów, ale temperatura rośnie bardzo szybko. O szóstej trzydzieści było już 25 stopni, podejrzewam, że było tak przez cała noc.
O dziesiątej dojechaliśmy do Monopoli a termometr wskazywał już dwadzieścia dziewięć i nie było to jego ostatnie słowo.
Na miejscu dowiedzieliśmy się, że strefy parkowania podzielone są na trzy kolory. Każdy oznacza co innego. Żółta to miejsca dla miejscowych, niebieska bezpłatna w określonych godzinach i biała darmowa. Nie trudno się domyślić która była najbardziej oblegana. Na nasze szczęście sezon turystyczny jeszcze się nie rozpoczął więc czas i temperatura nam sprzyjały.
Nie czekając na popołudniowy piekarnik od razu zabraliśmy się do zwiedzania. Ponieważ do morza mieliśmy chyba trzysta metrów postanowiliśmy zacząć od części przybrzeżnej, która już była skąpana w słońcu. Idąc do części portowej po drodze kupiliśmy regionalne migdały z worka, chyba lepszych nie jadłem.
Mając zapasy żywności pewnie ruszyliśmy dalej. Nad brzegiem pomimo palącego słońca wiała chłodna bryza która łagodziła 37 stopni.
Szukając plusów… hmm na dobrze był tylko jeden mało ludzi kręcących się po mieście. Wyjątek stanowiła plaża gdzie panował tłok. Tam nie było gdzie wcisnąć żyletki.
Po drodze minęliśmy grupkę karabinieri zapiętych na ostatni guzik w odświętnych garniturach. I tu szok na ich czołach było ani kropli potu???
Później wyjaśniło się skąd ta gala. Prawdopodobnie jeden z ich kolegów brał ślub w pobliskim kościele, ponieważ spacerując po okolicy „załapaliśmy” się na tę uroczystość. Przyznam, że dane nam było oglądanie tylko ceremonie wyjścia pary młodej z katedry, ale można było zauważyć kilka różnic w zwyczajach. Najbardziej podobało mi się obrzucanie pary młodej płatkami kwiatów a nie ryżem.
Spacerując uliczkami bez celu i pośpiechu doszliśmy do wniosku, iż pomimo podobieństw w zabudowie tego regionu, każda miejscowość ma swój własny niepowtarzalny klimat i urok.
Dla osób znających się na historii architektury to jedno z miejsc gdzie można nieustannie zachwycać się widokami mijanych budowli.
To miasto pomimo sjesty oferowało możliwość zaspokojenia pragnień kulinarnych, grzechem byłoby nie skorzystać z oferowanych przepysznych ciastek oraz kawy.
Niestety podobnie jak w Locoroconte upał i stojące powietrze wygoniły nas z Monopoli. Wydawać by się mogło, że żal rozstawać się z tym miejscem, ale nic straconego zawsze możemy tam wrócić. Chociażby dlatego, że nazwa Monopoli dobrze mi się kojarzy.





