Maroko 28 styczeń

Maroko

Dzień szósty -28 styczeń, Wtorek

 

Dziś kolejna zmiana adresu. Kończymy pobyt w Warzazacie i pędzimy do Agadiru. Do przejechania 340 km dlatego postanowiliśmy wyjechać wcześnie rano.

Zanim wstało słońce byliśmy już w drodze. Zapowiadał się cudowny wschód słońca, powietrze było czyste niebo bezchmurne.

Droga którą jechaliśmy była pusta i nieoświetlona. I jak się przekonaliśmy największym zagrożeniem byli piesi. Większość z nich wyglądała jak rycerze Jedi w swoich strojach z założonymi na głowę kapturami. Materiał z którego były wykonane ubiory jakby absorbował światło i pozwalał na zobaczenie właściciela dopiero w ostatniej chwili. Tubylcy pojawiali się znikąd pośrodku niczego i tak samo tajemniczo znikali. Czyżby był to uboczny efekt odkażania?

Na nasze szczęści słońce podało nam pomocny promyk i pozwoliło kontynuować jazdę w bardziej bezpiecznych warunkach.

Niestety wschód słońca został nam odebrany przez góry Atlas, ponieważ właśnie wjechaliśmy pomiędzy pomiędzy szczyty. Choć ominął nas wschód słońca to narzekanie było by grzechem. Widoki jaki rozpościerały się za oknami samochodu nie pozwalały nawet na patrzenie na drogę po której jechaliśmy. Dodatkową atrakcją były kolory które zmieniały się wraz z wysokością słońca oraz mijanymi okolicami.

Po drodze zatrzymaliśmy się na kawę, w  restauracji którą znaleźliśmy tylko dzięki szyldowi który zachęcał do zatrzymania się. Miejsce niepozorne za to herbata podana w iście marokańskim stylu, od przyniesienia poprzez przygotowanie i rozlanie do kubeczków.

Dalsza droga oprócz wspaniałych widoków nie dostarczyła innych doznań. Ponieważ w  programie zwiedzania był park krokodyli znajdujący się po drodze postanowiliśmy skorzystać z okazji i zobaczyć go przed wjazdem do Agadiru.

Teren Crokoparku był ogromny i mieszkały tam nie tylko krokodyle. Całości podzielona była na sekcje, w których można było podziwiać również inne zwierzęta oraz całe mnóstwo egzotycznych roślin.

Nie będę zdradzał wszystkich tajemnic powiem tylko, że zabawiliśmy tam chyba trzy godziny.

Do zakończenia dnia pozostało jeszcze kilka godzin, stwierdziliśmy, że pojedziemy na kwaterę a stamtąd szybko nad ocean. I rzeczywiście pojechaliśmy zobaczyć jak wygląda ocean z ocean wybrzeża marokańskiego. Nie wiem jak na innych działa ocean, ale mnie hipnotyzuje. Na szczęście nikomu nigdzie się nie spieszyło i mogłem spokojnie nacieszyć zmysły.

Wracając na kwaterę chcieliśmy uzupełnić braki w apteczce. No  tu pojawił się problem. Agadir nowoczesne  turystyczne miasto miało „apteki” czynne tylko do 18:00, pomimo desperacji nie udało nam się kupić nic do odkażana. Bałem się zamknąć oczy wiedząc co może się przyśnić …

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *