Włochy Apulia dzień 4

Włochy Apulia

Dzień czwarty – 26 czerwic 2024, środa

Nadal nic nie wiadomo w sprawie samochodu. Ponieważ jesteśmy na granicy rozpoczęcia sezonu w Costa Merlata nie ma jeszcze żadnego otwartego sklepu ani restauracji. Jest tylko mały food truck pełniący centrum kulturowo-smakowe.

Niestety nasze skromne zapasy są na wyczerpaniu – decyzja trzeba iść do najbliższej miejscowości na zakupy. Drogą asfaltową wzdłuż wybrzeża jest około siedmiu kilometrów w jedną stronę bez cienia w temperaturze powyżej 32 stopni.

Sprawdziłem część trasy nad brzegiem morza i stwierdziłem, że tędy powinno być krócej, chłodniej oraz ciekawiej. Liczyłem na wspaniałe widoki, miejsca w których można zobaczyć coś niezwykłego. Jedyne czego nie mogłem przewidzieć to tego czy cała droga jest „drożna”.
Szybko podejmuję decyzję biorę plecak zapas wody i idę.

Spacer okazał się strzałem w dziesiątkę. Już na samym początku drogi natrafiłem na przepiękne krajobrazy porośnięte dziką i spieczoną przez słońce roślinnością. W niektórych miejscach drzewa i krzewy smagane morskim wiatrem prawie kładły się na ziemi. Całe wybrzeże poprzecinane było wąskimi pasami morza wdzierającymi się w głąb lądu, tworzącymi naturalne wąskie plaże.

Po drodze napotkałem miejsce którego historia wzbudziła moje zainteresowanie. A mianowicie jedna z napotkanych posiadłości, która była opuszczona, chyba już od dawna. Posesja posiada ogromny ogrodzony teren porośnięty drzewami w którym zapewne kiedyś tętniło życie. Niestety teraz stoi opuszczona, zaniedbana i wzbudza refleksje.

Sklep znalazłem dopiero w Villanova di Ostuni. Zrobiłem zapasy na powrotną drogę plus zakupy do domu i wyruszyłem w drogę powrotną.

Po drodze znów napatoczyłem się na ten samotny dom, który z tej strony wyglądał jeszcze smutniej. Żeby nie popaść w melancholię przeszedłem szybkim krokiem i nie oglądając się za siebie poszedłem dalej. Może ktoś da mu drugą szansę?

Po powrocie dowiedziałem się, że samochód będzie prawdopodobnie jutro do odbioru.
Następnie jak przystało na nadmorskich turystów poszliśmy na plażę. W morzu jest coś fascynującego, niby od wieków takie samo a za każdym razem wygląda inaczej. Mogę wpatrywać się w nie cały czas. Podobnie jak wcześniej teraz też poszedłem pochodzić po okolicy, podziwiać okoliczne krajobrazy.

Ponieważ i tak nie miałem nic do roboty, a Donata delektowała się ciepłem oraz słońcem którego u nas jej brakuje, postanowiłem zwiedzić teren z drugiej strony.

Wieczorem dokonaliśmy jeszcze korekty planów na wypadek braku samochodu i poszliśmy spać.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *