Maroko 24 styczeń

Maroko

Dzień drugi -24 styczeń, sobota

 

Pomimo zmęczenia chęć przeżycia przygody była silniejsza. Wstałem po 7:00 przejrzałem plan do wykonania i okazało się, że dziś tylko Marrakesz. Tylko i aż.

Zanim nasze panie raczyły wstać, poszliśmy z Piotrkiem do sklepu po zakupy. Opcja noclegu nie przewidywała śniadania, więc musieliśmy przygotować je sami. Z produktami potrzebnymi na śniadanie nie było problemu wszystko świeże i pachnące w sklepie za rogiem.

Ponieważ odległość dzieląca nas od medyny to zaledwie dwa kilometry, postanowiliśmy iść piechotą i zacząć zwiedzanie już od pierwszych kroków.

Podjęta decyzja okazała się trafna, po drodze weszliśmy do parku który aż eksplodował zapachami oraz odgłosami mieszkających tam stworzeń. Imponujące w parku była również ilość zieleni, codziennej obficie podlewanej.

Mijane widoki które były dla nas czymś zupełnie nowym. Wszystkie budynki miały kolor czerwony (według mojej palety barw)a to ze względu na materiał który służył do budowy czyli czerwona glinka której w okolicy jest mnóstwo.

Spacer do starej części miasta zajął nam ponad godzinę, ponieważ co kawałek coś wpadało w oko i nie sposób było przejść obojętnie.

Dotarliśmy do Dżami al-Fana ogromnego targowiska, które o tej porze świeciło pustkami, przeszliśmy obojętnie dalej aby zagłębić się w wąskie tajemnicze uliczki medyny. Tam ukazał się naszym oczom zupełnie inny świat. Nagle pojawiło się mnóstwo straganów, sklepów, warsztatów o powierzchni zaledwie kilku metrów kwadratowych.

Zagłębiając się dalej w stare wąskie uliczki nawet nie zdawaliśmy sobie sprawy z ogromu i różnorodności tego miejsca. Na pozór panował tam chaos i bałagan, ale po dłuższym chodzeniu tymi ulicami nabieraliśmy przekonania, że jednak jakaś magiczna siła kieruje ruchem. Z początku trwogą napawały nas wszystkie pojazdy poruszające się z dużą prędkością tymi wąskimi uliczkami. Pędzące skutery, rowerzyści oraz osiołki ciągnące wozy o szerokości uliczki. Pędzące pojazdy oprócz strachu i emocji nie powodowały żadnych strat w ludziach czy majątku. Cały ruch odbywał się sprawnie i bezwypadkowo.

Sklepikarze też nie naprzykrzali się swą nachalnością ograniczając się do wypowiedzenia kilku słów zachęty. Inaczej wyglądała sytuacja gdy przechodzień zainteresował się wystawionym towarem. Praktycznie złapany do sklepu „klient” nie miał najmniejszej szansy na wyjście bez zakupienia choćby przysłowiowego „pierdoła”. Pomimo ostrego targowania się i zapewnień ze strony sprzedającego, że interesy z nami doprowadzą go do bankructwa, nie sposób było nie zauważyć szelmowskiego uśmiechu na twarzy sklepikarza. On i tak był dumny, że oskubał „niewiernego”.

Zarówno zakupy jak i zwiedzanie z pustym brzuchem nie sprawiają przyjemności, kolory matowieją, odgłosy zaczynają przeszkadzać a siły maleją. Oznacza to tylko jedno: czas na obiad.

W tak znanym i uczęszczanym miejscu znalezienie jadłodajni nie stanowi żadnego problemu. Siadamy w pierwszej z brzegu restauracji zamawiamy tajin, czyli popularne danie w Maroku, którego nazwa wzięła się od nazwy naczynia w którym potrawa jest podawana. Wczorajsza zagadka dotycząca smaku potraw zostaje rozwiązana – jedzenie w Maroku jest naprawdę pyszne. Nie ma znaczenia co się zamówi.

Dalszy ciąg odkrywania Marrakeszu znów nabrał uroków i barw. Włóczyliśmy się przez cały dzień po medynie ciesząc się z poznawania nowej kultury tak różnej od naszej. Ponieważ ten dzień został przeznaczony na zwiedzanie medyny oraz zapoznanie się z okolicą i przyzwyczajenie do warunków życia jakie oferuje północ Afryki.

Nie mieliśmy w planach oglądania muzeów czy zabytków architektury. Ciesząc się ciepłem którego u nas o tej porze roku brakuje, chodziliśmy przez cały dzień bez celu czy plan.

Wracając znów zahaczyliśmy o Dżami al-Fana i muszę przyznać, że teraz wyglądał zupełnie inaczej. O spokojnym przejściu nie było nawet mowy. Miałem wrażenie, że wszyscy ludzie z okolicy zebrali się w tym miejscu. Plac tętnił życiem, śpiewem, tańcem i handlem.

Całodzienną wędrówkę zakończyliśmy pyszną kolacją w znajomej restauracji.Wiedząc już że jedzenie jest super każdy z nas zamówił inne danie chcieliśmy popróbować jak najwięcej marokańskich smaków.

Przed spaniem odkażanie:) trzeba dbać o zdrowie. Ale dziś grzeczniej w Maroku trudno o „lekarstwa”.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *