Sapanta Rumunia szkolenie ADV
Dzień czwarty – 1 czerwiec 2024, sobota
Czas wypełniony zajęciami szybko mija. W gronie przyjaciół trudno o nudę. Ktoś zawsze ma do opowiedzenia, na przykład jakąś ciekawą historię, którą przeżył. No i zrobiła się sobota.
Dziś dzień na spokojnie. Celem jest utrwalenie, zabawa oraz podziwianie krajobrazów. Pogoda super, ciepło i świeci słońce a niebo pokryte tylko gdzieniegdzie chmurkami.
Przed wyjazdem oceniamy poziom przygotowana: umiejętności: 5, samopoczucie: 5+, morale: 5+. Chęć przeżycia kolejnej przygody ogromna. Trasa opracowana na sobotę rzeczywiście nie była bardzo trudna, stopniem zaawansowania technicznego zbliżona do poprzednich. Prawdę mówiąc pierwszego dnia szkolenia powiedziałbym co innego, i nie ruszał z takim entuzjazmem w tę trasę.
Jednak wszystkie zdobyte w poprzednich dniach umiejętności zaczynały procentować. Czytanie drogi przynosiło coraz lepsze rezultaty. Patrzenie do przodu, przewidywanie, technika jazdy i szybkość podejmowania decyzji – to zaczynało działać!
Wszystko było dobrze do momentu wjazdu na górę, na którą wejście było problemem. Podjazd był trudny głównie z powodu bardzo śliskich kolein, ponieważ miejscami pojawiały się znienacka dziury wypełnione mokra gliną. Ten rodzaj podłoża zawsze sprawia mi najwięcej trudności. Tutaj tym większych, że trasa prowadziła pod górę. Wtedy dowiedziałem się ile jeszcze pracy przede mną. Potwierdzeniem tego spostrzeżenia był zjazd, tą samą drogą.
Wracając do noclegowni pojechaliśmy skrótem, i jak wszystkie skróty na świecie, także ten okazał się… Odcinek, którym przyszło nam jechać, był rozjeżdżony przez maszyny pracujące przy wyrębie lasu. Głębokie, gliniaste koleiny wypełnione wodą, błotem, kamieniami i niewidocznymi dziurami wszelkiej maści.
O dziwo wszystkim udało się przejechać bez większego problemu. Wieczorem spotkanie i film z poprzedniej wyprawy do Maroko. Nie byłem na niej, ale film obejrzałem z ciekawością. Piękne widoki oraz dzikość natury pobudzały fantazję, kusiły i zapraszały do poznania. Może w przyszłym roku?
Tak kończy się ta przygoda z drogami szutrowymi w Rumunii. Ale chodzą słuchy, że w kolejnych latach też coś będzie. Ale zanim to nastąpi to trzeba jeszcze wrócić do domu. Jednak droga powrotna z jakiegoś powodu zawsze jest „krótsza” więc nie ma powodu się nad nią rozwodzić.





Przeczytałem wszystkie Twoje historie o podróżach na motocyklu i muszę Ci powiedzieć, że naprawdę mnie inspirują. Czuję silną więź z tym, jak dzielisz się każdą trasą, każdym szczegółem, każdą przygodą. Nie przestawaj pisać, bo wiem, że tak jak ja, jest wielu innych, którzy w Twoich opowieściach znajdują powód do marzeń i planowania kolejnych wypraw. Dziękuję, że dzielisz się swoją pasją – jedź dalej i opowiadaj nam więcej.
Za ten wpis też bardzo dziękuję 🙂 Zachęcam do dalszego czytania. Nowe wpisy co środę.