Estonia
Dzień trzeci – 3 lipca 2024, środa
Zaraz po śniadaniu znaleźliśmy warsztat wulkanizacyjny. Poszło jak po maśle i już po paru minutach byliśmy z powrotem.
Podczas zakładania koła zaczęło podać nie było pośpiechu pomyślałem, że skończę później i poszedłem na kawę.
Deszcz ustał dość szybko, nie czekając dłużej pakujemy graty i odjazd. No tak ale ja jeszcze nie zamontowałem zacisków hamulcowych. Śmiechu nie było końca, do dziś przed wyruszeniem ktoś pyta czy mam sprawne hamulce.
Z noclegowni na prom mieliśmy chyba dwie godziny. Trasa była w większości łatwa, choć i tak znalazło się po drodze parę odcinków specjalnych. Ale dzięki zdobytemu doświadczeniu sprawiały ogromną frajdę a nie jak wcześnie strach.
Globo czas wyliczył idealnie, zaraz po zakupie biletów wjeżdżaliśmy na prom. Gdybyśmy się spóźnili to musielibyśmy czekać następny prawie cztery godziny. Taka zwłoka mogło pokrzyżować nasze plany zwiedzania Tallina.
I tak porzuciliśmy TET-a na rzecz asfaltu.
Na miejsce dotarliśmy szybko jadąc oczywiście zgodnie z przepisami. Przy hotelu był ogromny parking i znalezienie miejsca do parkowania nie stanowiło problemu. W ciągu godziny wszyscy byli gotowi. Pierwszy przystanek kolacja, później zwiedzanie miasta.
Choć czasu na zwiedzanie nie było wiele, każdy chciał poznać choć część miasta. Szczerze mówiąc nie przygotowałem się do zwiedzania Tallina i nie miałem planu. Chodziliśmy więc tam gdzie intuicja podpowiadała nam, że możemy znaleźć coś ciekawego. Jak się później okazało przeoczyliśmy dzięki temu mnóstwo ciekawych miejsc.
Tallin to bardzo spokojne miasto o niskiej zabudowie co zapewne ma związek z ilością światła jakie na tej szerokości dociera.
Na koniec troszkę myszkowania po sklepach żeby kupić pamiątki dla najbliższych, prowiant na drogę i ewentualnie do na wieczór.
Wychodząc z hotelu zostawiliśmy buty na korytarzu nie do końca zdając sobie sprawię z konsekwencji. Po powrocie koło każdego naszego pokoju stał jonizator powietrza. Nie mam pojęcia dlaczego?






