Estonia
Dzień drugi – 2 lipca 2024, wtorek
7:00 pobudka. Nawet nie ma szansy na poranną kawę, a co dopiero na śniadanie. Poranna toaleta, kilka słów z rodakiem który właśnie wraca z Estonii, szybko zwijam obozowisko i w drogę.
Muszę gonić przyjaciół ponieważ stale się przemieszczają i muszę przewidzieć gdcyzie nasze trasy się przetną. Od Seby wiem, że czekają na mnie na promie koło 12:00. Ale wczoraj nie udało mi się zdobyć dokładniejszych informacji. Będę próbował dzisiaj.
Po drodze muszę jeszcze gdzieś kupić śpiwór. Spania po mokrym ręcznikiem nie polecam. Koniecznie muszę zaopatrzyć się w sakwy. Niedługo mam urodziny :-).
Wysyłam zdjęcia może w końcu Donata da się skusić na wyprawę motocyklem. Razem byłoby weselej. Córka chętnie podróżuje ze mną tyle, że jej nigdy nie ma, bo też dużo podróżuje.
Tak rozmyślając dotarłem do promu. Oczywiście wcześniej kupiłem śpiwór a dokładnie kołdrę z poduszką w komplecie, śpiwora nie mogłem znaleźć.
Na prom spóźniłem się dosłownie o sekundy. Gdy odbierałem bilet prom podnosił trap. Nie ma tragedii następny za 30 min.
Czekając na prom zbieram informację gdzie mam spotkać się z grupą. I tu niespodzianka. Będą czekać na promie który odpływa na kolejną wyspę. Prom odpływa za 20 min a ja do promu mam 40. Następny koło 17:00.
Globo podpowiada którymi trasami mam sobie pojeździć, żeby nie tracić czasu na czekanie. Tak urywam trzy godziny. Zapoznając się z okolicą stwierdzam, że szutrowe drogi w Estonii są bardzo dobrej jakości i mogą śmiało konkurować z naszymi asfaltowymi tymi z dwoma cyferkami.
Pozostały czas spędzam w porcie czekając na prom. Ponieważ miałem trochę czasu, obszedłem okolicę i powtykałem nos w różne miejsca.
W pobliżu znalazłem salę koncertową co ciekawe, zupełnie na odludziu ale z plakatów wynikało, że systematycznie odbywają się tam jakieś koncerty. Nawet dziś miał być koncert, ale ja będę już daleko.
Później poszedłem do przytulnej kawiarenki, gdzie można było coś zjeść i wypić. Poprzestałem na pysznej kawie i to dwa razy.
Poleżałem jeszcze na ławeczce wsłuchując się w odgłosy morza. Szum fal był tak kojący a słoneczko grzało, że na wszelki wypadek nastawiłem budzik w telefonie. Dzięki temu nie przespałem promu.
Podróż promem trwała prawie półtorej godziny. Niestety źle odczytałem informację od grupy i pojechałem w inne miejsce, ale dzięki temu trafiłem na najbardziej na północ wysunięte miejsce na wyspie. Szukając plusów to dzięki temu zobaczyłem urokliwą latarnię morską i drewnianą dzwonnicę, która zapewne kiedyś używana była podczas mgły.
Stamtąd już bez problemów trafiłem na nocleg.
Super spotkanie z ekipą, chyba mnie trochę lubią bo pozwoli mi spać razem w pod jednym dachem.
Szybka kolacja i do roboty. Musiałem zmienić opony na „kostki”, ponieważ od jutra poruszamy się głównie TETem.
Z tyłem poszło sprawnie. Niestety z przodem były problemy. Sprężarkami które mieliśmy nie można było wytworzyć odpowiednio dużego strzału ciśnienia. Trzeba było odłożyć problem na jutro.








